Strona główna » Artykuły » FILOZOFIA PATRYSTYCZNA » ORYGENES I JEGO HELLENIZACJA CHRZEŚCIJAŃSTWA NA WSCHODZIE KOŚCIOŁA

ORYGENES I JEGO HELLENIZACJA CHRZEŚCIJAŃSTWA NA WSCHODZIE KOŚCIOŁA



1.    WSTĘP: OSOBA I DZIEŁO ORYGENESA

„Pierwszym myślicielem chrześcijańskim, który w myśli religijnej posłużył się w dużym stopniu kosmologizujacym i spirytualizującym Hellenizmem, był Orygenes z Aleksandrii (ok. 185-254), zwany Adamantinus ( niezłomny, stalowy, żelazny) ze względu na swą niespożytą pracowitość. Trwa spór między badaczami, czy Orygenes był bardziej filozofem, czy bardziej teologiem i mistykiem, ale nie ulega wątpliwości, że oparł się w dużej mierze na platonizmie swej epoki, z pewnymi nawet pozostałościami gnostyckimi. Był uczniem Amoniusza Sakkasa, podobnie jak nieco później Plotyn. Wykładu Plotyna słuchał jednak tylko raz i uznał go za pyszałka oraz nieuka. Sam wywarł olbrzymi wpływ na myśl chrześcijańską. Szkoda tylko, że ten genialny człowiek, już jako 18-letni chłopiec, rektor (203-231) „szkoły aleksandryjskiej", był mimo olbrzymiej żarliwości w wierze, postacią w Kościele kontrowersyjną i tragiczną. Posiadał niezrównaną wiedzę i erudycję, a także niespotykanie silną osobowość, ale dlatego przez jednych był uwielbiany, przez drugich, przeważnie przez ignorantów i swego zawistnego biskupa św. Demetriusza, zwalczany jako „największy heretyk". Najważniejsze dzieła, jakie po nim ocalały to περί άρχον - Peri archon (De principiis, O zasadach), Przeciw Cenzusowi (Contra Celsum) i trochę innych, ale cały, niesłychany dorobek, sięgający 500 pozycji, został zniszczony w czasie tzw. sporów orygenesowskich. Po tych sporach nieraz trudno dotrzeć do jego poglądów autentycznych i do tekstów nie zniekształconych. Wydaje się, że miał myśli trochę rozwichrzone, ale w ogólności stworzył pewien system aleksandryjski".    

2.    NAUKA O LOGOSIE

„Orygenes wychodził z założenia, że treść objawienia zgadza się z rozumem i rozumową nauką Greków, a filozofia wyższego rodzaju jest niejako wprowadzeniem do wiedzy świętej. Objawienie zresztą i całe chrześcijaństwo to przede wszystkim tyle, co nauka, wiedza, poznanie (gnosis). Wolno więc i trzeba w budowaniu chrystianizmu posłużyć się pojęciami i terminami filozofii greckiej. Najtrudniej było znaleźć odpowiednie pojęcia greckie dla oznaczenia Jedności i zarazem Troistości Boga oraz Jezusa Chrystusa jako Boga i człowieka. W Trójcy przyjął Trzy Hipostazy złączone Bóstwem Ojca. W chrystologii posłużył się pojęciem Logosu, który w metafizyce aleksandryjskiej stanowił coś pośredniego między Bogiem a stworzeniem. Logos to niejako „mniejszy Bóg" (Deus minor). Mogło to przygotować herezję arianizmu. Następnie trzeba było przyjąć, że nie Bóg Ojciec, ale Syn - Logos jest bezpośrednim Stwórcą świata. On to wyłonił się z Boga i może się wcielić w człowieka wkroczyć w zmienny, historyczny świat. A więc Chrystus to przede wszystkim kosmologiczny „Pośrednik" między stworzeniem a Bogiem. Wcielenie jest całą podstawą ekonomii zbawienia, nie Pascha. Orygenes nie miał daru syntezy i nie umiał zespolić całkowicie spójnie nauk greckich z chrześcijańskimi".   

3.    ALEGORYZACJA TEOLOGII

„U Orygenesa narodził się zmysł metodologiczny. Nie ma ani filozofii, ani tym bardziej teologii, bez rozeznania w metodzie. Inaczej, istotnie, i nauka o Chrystusie mogłaby przypominać ów sarkazm Celzusa, że jest to „kłótnia o cień osła" ( Contra Celsum III, 1-4). Przede wszystkim trzeba rozróżnić historię w znaczeniu czysto empirycznym oraz dzieje w znaczeniu wyższym, duchowym. Chodzi tu o sprawdzenie kategorii alegorii wziętej od Filona z Aleksandrii, ale stosowanej mniej fantastycznej. Pojęcie alegorii nie było jednoznaczne nawet u samego Orygenesa, ale wydaje się, że można je sprowadzić do szczególnej „intuicji analogalnej" co do prawdy, która kryje się pod znakami czysto zmysłowymi. Na bazie alegorii Orygenes próbował tworzyć cały język teologiczny, a zwłaszcza te jego obszary, które odnosiły się do podstawowych tajemnic chrześcijańskich: Boga, Trójcy Świętej, Wcielenia, Odkupienia, Objawienia, duszy i ducha oraz świata przyszłego.


Orygenes zauważył przede wszystkim coraz szerszy rozziew zachodzący pomiędzy znakową stroną języka kościelnego a narastającym, choć jeszcze w sposób niezbyt skrystalizowanym, nurtem pewnej świadomości doktrynalnej,  która gromadzi się w tradycji i ona, a nie literalnie brane sformułowania Pisma, stanowią „regułę wiary" : Należy wierzyć tylko w tę prawdę, która nie pozostaje w niezgodzie w żadnym punkcie z kościelna i apostolską tradycją, ponieważ trzeba uznać, że tylko w Kościołach jest przekazywana po dziś dzień nieprzerwanym łańcuchem następców apostołów czysta nauka Chrystusa (De principiis Praef. 1, 2. Por. In Mattaeum XII, 9-14). Tradycja jest rozumiana mniej historycznie niż u  św. Ireneusza, a bardziej doktrynalnie. Jest tu założenie, że nauka i prawda są pewnym światłem oświecającym „z góry" świat materialny i to, co się w nim dzieje. Istnieje też „światło" oddolne, ale to posiada znaczenie wtórne i tylko raczej pomocnicze. W tym sensie tradycja pozwala odróżnić w teologii prawdy pewne od niepewnych bez względu na to, czy uwidaczniają się one jakoś w dziejach Kościoła, czy też należą do świata wyłącznie niebiańskiego. W tym sensie na bazie światła samych przekazów Orygenes uznał jako prawdy pewne: jedność Boga, Trójca Święta, narodzenie Jezusa Chrystusa i jego historia doczesna, istnienie Narodu wybranego, założenie Kościoła Chrystusowego, fakt zmartwychwstania Jezusa, działanie Ducha Świętego w świecie, stworzenie świata z niczego, samoistność i substancjalność duszy ludzkiej, rozumnej i wolnej, decydujący wpływ działań duszy na doczesny los świata i człowieka oraz inne ( De princ. Praef. 1, 4 nn.). W świetle tych prawd trzeba patrzeć i na dzieje, i nawet na samo Pismo Święte.


Istotne było zrozumieniem, że Biblia została napisana językiem właściwym ówczesnym pisarzom religijnym, a więc obok znaczeń dosłownych operuje metaforami, przypowieściami, podobieństwami, odniesieniami domyślnymi, różnymi rodzajami literackimi. Pismo Święte - pisze Orygenes - zawiera nie tylko sens uchwytny dla wszystkich, lecz ponadto jeszcze inny sens, ukryty dla poważnej części ludzi (De princ. Praef. I, 8, tł. M. Michalski). Jakikolwiek Boski Logos przemawiał do całej ludzkości, a zwłaszcza do Narodu wybranego, a potem do swoich uczniów wychowawczo, mądrze i skuteczne, to jednak posługiwał się nieraz także niezrozumiałymi zadaniami, obrazami, a także zdarzeniami (tamże 1, 1; In Mattaeum X, 16). Jak można myśleć, że Bóg wygląda jak człowiek: mówi, ma oblicze, ręce, lepi człowieka, przechadza się w wietrzyku popołudniowym w raju? Jak to rozumieć, że Bóg działa, a nie zmienia się, że jest światłem, że „stąpi z Nieba", choć jest niezmienny i nie podlega ruchowi lokalnemu? Czyż można mówić o Bogu, że poznaje, kocha, gniewa się, karze, zawiera przymierze, działa cuda, kieruje dziejami przez swą opatrzność, skoro to wszystko oddaje tylko istotę stworzoną, nie Boga transcendentnego i nie stworzonego? Jak mógł „nastać dzień" przed stworzeniem słońca? Jak tłumaczyć, że Stary Testament zabrania jedzenia mięsa z „kozłojelenia" (tragelaphos) , skoro zwierzę takie nie istnieje? Takich problemów jest liczba nieogarnięta (De princ. I, 1 nn ; IV, 2, 1-3; C. Cels. IV, 14).  Orygenes zresztą uważa, że wiele niejasności wywodzi się z idei pedagogii Bożej, która dojrzałość sensu przeznacza na odpowiednią epokę, także chce, żeby ludzie mieli swój rozumny wkład przez pracę nad wyłuskiwaniem prawd. Dlatego nawet i Apostołowie nie wszystko powiedzieli jasno, żeby następne wieki rozjaśniały co trzeba ( De princ. Praef. I, 3).
W rezultacie język Pisma Świętego, a także język teologiczny, posiada trzy sfery znakowe: dosłowną (gramatyczną, materialną), psychiczną(podmiotową, związaną z ludzką psyche) oraz transcendentną (pneumatologiczną, duchową). Za tym idą trzy światy znaczeń: świat historii zmysłowej, świat wartości moralnych oraz świat transcendentny, duchowo - mistyczny, wieczny (odniesienie znaczenia do wieczności nazywano czasem sensem „anagogicznym"). Jeśli idzie o nazwy, to sens pierwszy Orygenes nazywał często „historycznym", a dwa następne - alegorycznym", ale stosowanie tych terminów nie było konsekwentne. W każdym razie, według Orygenesa, żaden tekst biblijny nie zawiera błędu, niemniej każdy tekst musi być odpowiednio interpretowany według tej siatki trójpoziomowości. Przy tym nasz Myśliciel nie lekceważył znaczenia historycznego, uważał je za pierwsze i wyjściowe, aby fakty historyczne nie były uważane za jakieś złudzenie ( De princ. II, 6, 2), ponadto w teorii był przeciwny stosowaniu przesadnej alegorii, a nawet symboliki (tamże, IV, 2, 2). Ale kiedy rozumienie literalne nie rozwiązało kwestii lub nie przynosiło ze sobą „światła Bożej Prawdy", wówczas trzeba szukać znaczeń głębiej ukrytych, nieraz nawet, wydawałoby się, wbrew sensowi dosłownemu (tamże, IV, 2, 4-6; C. Cels. V, 62).


W dalszym ciągu także filozofia pogańska miała służyć Orygenesowi jako pomoc przy wyszukiwaniu owych najgłębszych sensów nauki chrześcijańskiej. Toteż pewne kierunki, jak arystotelizm, pitagoreizm, sofistyka, mogły służyć pewną pomoc przy ustalaniu znaczeń historycznych języka chrześcijańskiego; inne, jak stoicyzm - przy interpretowaniu sensu moralnego; a wreszcie platonizm i „wiszący w atmosferze" neoplatonizm - w konstruowaniu znaczeń duchowych i wiecznych. Oczywiście, filozofia była tylko pomocniczym narzędziem w rozwijaniu myśli chrześcijańskiej, teologicznej, którą Orygenes uważał, za mądrość Bożą, a więc niedoścignioną dla umysłu naturalnego. Myśliciel ten jednak uważał ciągle, że naczelnym zadaniem chrześcijanina jest wydobywanie jakiś sensów duchowych ze znaczeń empiryczno - historycznych, czyli tworzenie dziejów duchowych z faktów materialnych tego świata".    

4.    PRYNCYPIUM DUCHA W BOGU

„Dla Orygenesa Wszechświat, świat i dzieje wypływają z Boga i do Boga powracają, choć „ubogacone" o Kościół Jezusa Chrystusa i Historię Słowa Wcielonego w świat. Tematycznie jednak wszelki proces stworzeniowy, zbawczy i dziejowy trzeba uważać za pewną „spirytualizację", czyli tworzenie możliwie niezliczonych przypadków najgłębszego związania się istot rozumnych z Bogiem. Spirytualizacja płynie z „wdzierania się" w Boga, a to jest czymś więcej niż tylko neoplatońską unifikacją, jednoczeniem; jest partycypacją w bycie Bożym przez prawdę, przez miłość i uduchowienie siebie samego w ten sposób, że Bóg będzie „wszystkim we wszystkim" (Por. De princ III, 6, 1; C. Cels. IV, 14). W każdym razie historia ludzka polega ostatecznie na mnożeniu duchów i przymnażaniu ducha.


Absolutną zasadą dziejów jest zatem Bóg; jeden, w Trzech Osobach, rozumny i wolny, kierujący wszystkim przez opatrzność lub ekonomię. Jest on w absolutnym znaczeniu niematerialny i duchowy. Tę duchowość pomogła rozumieć alegoria. Trzeba pamiętać, że jeszcze Tertulian przypisywał Bogu pewną „materialność". Bóg jest absolutnie prosty, nie składa się z duszy i ducha, pozostaje transcendentny w stosunku do czasu i przestrzeni. A wreszcie, jest wszechmocny: może uczynić wszystko , co nie jest nierozumne lub przeciwko jego naturze. Stąd ta wszechmocność jest ograniczona rozumnością, gdyż nieskończoność absolutna jest dla Orygenesa niezgoda z rozumem. Na pełne rozumienie (nie pojęcie!) Boga składają się zatem: Dobro, Prawda, Piękno, Monada Ducha, czyli Jedność Duchowa, wylewająca się tak szczodrze na cały świat ( De princ. I, 1, 1-5). Nie był to jednak czysty idealizm. Orygenes określał jeszcze Boga idąc za Wj 3, 14 jako Tego, Który jest. Dopiero więc na bazie tej cechy Bóg jest Stwórcą. Toteż świat jest stworzony z niczego, bez uprzedniej materii, dzięki Temu, Który jest: Wszystkie rzeczy istniejące otrzymują uczestnictwo w Tym, Który jest prawdziwie, który powiedział przez Mojżesza: Jam jest, którym jest ( De princ. I, 3, 6). Nie jest to jeszcze pojmowanie Boga jako Samoistne Istnienie Substancjalne, jak potem u św. Tomasza Akwinu, ale niemniej u początków stworzenia, także wszelkich dziejów, leży nie co innego, tylko „istnienie".


Nie byłoby jednak przejścia od Ducha Boga do ducha z historii, gdyby nie Logos, czyli Jezus Chrystus. W Chrystusie jest rzeczywista natura ludzka ( C. Cels. II, 56), ale także natura Boska, biorąca swe istnienie bez początku zarówno czasowego, jak i myślowego (De princ. I, 2, 2), a więc stanowi on Boga-Człowieka ( Theanthropos, De princ. II, 6, 3). Jako Logos Boży, Syn Boży, Mądrość Boża, Dusza Boga oraz Istniejący - stwarza on świat: Twórcą jest Chrystus jako początek, ponieważ jest Mądrością. Dlatego, że jest Mądrością, jest zwany początkiem. Jan powiedział o Logosie: To, co stało się w nim, było życiem, życie więc powstało w Logosie. I nie ma innego Logosu poza Chrystusem, Logosu-Boga, który jest u Ojca i przez którego wszystko się stało, ani nie ma innego życia poza Synem Bożym (...). Na początku było Słowo tak, że wszystko stało się według mądrości i wzoru ogółu zawartych w nim myśli (In Johannem I, 19).
Ostatnie zdanie wyraża zatem oryginalną myśl Orygenesa, że Jezus Chrystus jako Głowa Całego Stworzenia i Pierworodny tego stworzenia zamykał w sobie z góry wszelką możliwą historię, był jej streszczeniem, embrionem, strukturą i - jakbyśmy dziś powiedzieli - kodem. Może to wszystko dlatego właśnie, że w Głowie Stworzenia następuje najwyższa spirytualizacja historii ludzkiej. W samoistnej substancji owej Mądrości  - pisze Orygenes - tkwiła nie tylko cała moc twórcza, lecz także prototyp wszystkich stworzeń, tak tych, które od początku zostały powołane do bytu, jak tych, które dopiero w przyszłości miały się wyłonić, przewidziane i postanowione z góry przez Boga; innymi słowy, że cały świat stworzony, ze wszystkimi swymi gatunkami i formami, zawiera się w Niej już niejako zapoczątkowany w zarodku (De princ. I, 2, 2, tł. M. Michalski).


Świat stworzony z nicości nie powstał wszakże z przypadku przede wszystkim dlatego , że zaistniał z Mądrości Bożej i w Logosie Bożym. Chrystus jest zasadą „wyrwania" świata z nicości i zarazem nadania mu wszelkiej sensowności. On chroni stworzenie przed wewnętrzną pustką bytowania. Wszelkie istnienie, wszelka prawda, wszelkie dobro i wszelkie piękno - sprowadza się do Logosu jako swej Najwyższej Racji. On jest głównym motywem stworzenia i miłości Ojca względem wszelkich istot. Toteż świat jego i dzieje to doskonałe arcydzieło sztuki. Tyle w nim bytu, istot, rzeczy i kształtów losów, ile trzeba dla owej doskonałości. Dzieje świata ta najpiękniejsza harmonia, a Logos to Boski Harmonizator. Bóg - pisze Orygenes - w niewypowiedzianej mądrości swojej potrafi wszystkim, cokolwiek się dzieje , tak kierować, że ostatecznie wychodzi to na dobre całemu stworzeniu. Uzgadnia on również w przedziwny sposób wszelkie, nawet najbardziej rozbieżne poczynania istot rozumnych do tego stopnia, że mimo całej różnicy ich dążeń współdziałają one razem doprowadzeniu świata do jednego ostatecznego celu: pełni doskonałości. Porozdzielał on niesłychanie mądrze funkcje poszczególnych duchów stworzonych , inaczej mówiąc istot rozumnych, w taki, że choć działają one zawsze dobrowolnie i bez przymusu (by nie uległa zmianie ich natura), to jednak te dobrowolne a zarazem różnorakie ich działania uzupełniają się nawzajem i splatają w jeden harmonijny bieg świata, gdyż jeden z nich potrzebują pomocy, inne zdolne są jej udzielić, a jeszcze inne stwarzają postępującym naprzód przeszkody i trudności, na których by mogły wypróbować swą gorliwość i utwierdzać się w dobrym (tamże, II, 1, 2.Por. II, 1, 1; II, 9, 5-6).


W centrum tych dziejów Logos wznosi swoje „Wielkie Misterium Kościoła" Kościół jest owocem Prawdy, Dobra, Piękna i Ducha, które tworzy Logos Boży wśród ludzkości. Powstaje on głównie dzięki odkupieńczej mocy jednania stworzenia z Ojcem wszechrzeczy. I sam jest potężną siłą unifikującą ludzkość i świat i odnosząc je do Boga. Jest on zatem humanistyczną i kosmiczną kontynuacją istnienia i działania Boskiego Logosu ( In Mattaeum XVI, 20-23). Jest więc potężnym narzędziem uduchowienia świata. A swoim zasięgiem obejmuje również aniołów, cały kosmos i wszystkich ludzi, o ile ci tylko okażą wobec niego swą dobrą wolę. On to również, przepełniony cały Duchem  Świętym, stanowi głównie oparcie dla „duszy świata", która jest najwyższym wyrazem dążenia do uniwersalnej jedności, podmiotowości świata, doskonałości i rozświetlania wewnętrznego ducha (De princ. II, 1, 1-5). W ten sposób Kościół Logosu byłby najdoskonalszym tematem historii, zarówno kosmicznej, jak i ludzkiej. Przy tym Orygenes kładzie duży akcent na problematykę kosmiczną, ale trzeba pamiętać, że dla jego języka kosmos odgrywa rolę pośredniczącą między duchem stworzonym a Bogiem, odgrywa rolę pośredniczącą między duchem stworzonym a Bogiem, pewne medium miedzy człowiekiem a Stwórcą i Zbawcą, czyli posiada byt relatywny, nie jest sam dla siebie ani nie jest bynajmniej przeszkodą w dialogu pomiędzy duchami; taka przeszkoda może się pojawić jedynie w przypadku grzesznego posługiwania się światem.


Poza tym Wielkim Kościołem Kosmicznym, ale przenikniętym duchem Świętym, według Orygenesa, nie ma zbawienia: Extra Ecclesiam nemo salvatur (por. A. Bober TJ)".    
 
5.    GŁOSZENIE NAUKI O APOKATASTAZIE

„Jak już widzieliśmy w tezie o „zakodowanym", a także i „ugłowieniu" wszelkiej historii w Boskim Logosie, Orygenes kładzie akcent na „Początek". Dla niego dzieje świata i ludzkości rozgrywają się i streszczają w „Początku". Jest to trochę hellenistyczno-rzymski sposób myślenia. Orygenes nie był neoplatonikiem w dosłownym znaczeniu, podobno tylko raz wysłuchał wykładu Plotyna i wzgardził nim, ale wzrastając w tym samym duchu myśli aleksandryjskiej chętnie dopatrywał się rozwiązania problemu w podobnej do Plotynowej „Prajedni", oczywiście, „Na Początku".  Stąd też główna linia dziejów rzeczywistości miała zawsze coś z „Wiecznego Powracania do Początków", czyli po grecku: Apokatastazy. Ale ci uczeni, którzy przypisują Orygenesowi czystą apokatastazę, zwłaszcza w duchu neoplatońskim, nie rozumieją, omawianej już, metody Uczonego Aleksandryjskiego. Dla niego „Prapoczątek" pozostaje mimo wszystko prototypem i prawzorem tego, co się ma stać na „Końcu" w „Pleromie". Jako chrześcijanin apokatastazę rozumie tyle jako pusty powrót do Początków, ile jako „Odnowienie wszystkich rzeczy w Jezusie Chrystusie" (Dz 3, 21) , jakkolwiek trzeba przyznać, że Orygenes nie odróżniał jasno czasu od wieczności i w swojej teorii czasu ma odcień hellenistycznej teorii wiecznych nawrotów tego samego.
A zatem na samym „Początku" nie było żadnej historii, wszystko tkwiło w Boskim Logosie, wszelkie idee stanowiły jedno, nie było podziałów ani na istoty, ani na liczby. Cały byt był jednością w istocie, istnieniu, mocy, możliwości i działania, blasku piękna i harmonii. Stworzenie było w jedności w Stwórcy i podlegało ruchowi unifikującemu względem Boga, nie znało natomiast ruchu różnicującego, czyli historycznego w znaczeniu niższym. Dające się wyróżnić stworzenie istoty duchowe cechowała przede wszystkim absolutna równość i jednakowość względem siebie.


Kiedy pojawiła się „pra-historia"? Otóż zaistniała ona w świecie niebieskim pośród duchów na bazie wolności, a w konsekwencji moralności. A więc tym czynnikiem, który wprowadził dzieje w znaczeniu odchodzenia od Pierwotnej jedności i Równości bytowej była wolna wola stworzeń, a w ślad za tym możność działania moralnie dobrego lub złego. Wszelka zmienność bytowa została tu uzależniona od zmienności woli i zmienności moralnej ducha. Bowiem dla istot duchowych istnienie realne niejako utożsamiało się ze stopniem bytu moralnego. Orygenes miał moralistyczną koncepcję bytu. Toteż pierwszym prawydarzeniem historycznym było jakieś nadużycie wolności - może z przesytu dobra - u duchów niebieskich. Duchy te podjęły decyzję buntu przeciwko jedności z Bogiem, jego miłości do nich oraz równości miedzy sobą. Zaczęła się rozpadać „Równia Początku" i powstała gradacja duchów i ich czynów. Stworzenie staje się bardziej dobre lub złe w miarę, jak zbliża się lub oddala od Boga, co przypomina ocieplanie się i ziębnięcie. Oczywiście, taki stopień „aktywności dziejowej" jest następnie tym wyższym, im doskonalszy jest duch, bo wyższy duch, posiada dłuższy promień wolności. Wśród ludzi, oczywiście, bardziej „historyczni" będą pneumatycy, czyli doskonali. Ale tutaj już idzie o drugie znaczenie „historii": o jej sens wyższy jako „odnawianie bytu" i drogą powracania do Boga. Ostatecznie jednak „historia" jest tylko w osobie, bo tylko duch osobowy może być wolny i może działać dobrze lub źle. Rzeczy materialne mają istnienie jedynie na granicy nicości (De princ. II, 6, 3; II, 8, 2-3; II, 9, 6; C. Cels. VIII, 69).


Czyn moralny duchów ku Bogu lub od Boga jest dopełnieniem stworzenia, weryfikacją wartości wewnętrznej oraz początkiem różnych procesów. Najmniejszej zmianie stronę materialności uległy duchy, które nie popełniły winy moralnie śmiertelnej: aniołowie, moce, trony i panowania. W rodzaj materii „podziemnej" popadły całkowicie buntowniczy diabeł ze swymi demonami i mocami ciemności. W rezultacie nastąpiło rozdwojenie i potężna walka pomiędzy aniołami światłości a aniołami ciemności. Wówczas Bóg widząc, ze istniejące w jego myśli dusze ludzkie, nie przewidziane do takiej doskonałości jak aniołowie podzieliłyby los szatana, stworzył dla nich świat widzialny i dał im jednocześnie ciała „tego świata". Tym samym umieścił je niejako pośrodku: mogą one dążyć ku górze i wtedy staną się duszami niebieskimi, dziećmi Boga, synami wieczności albo mogą spadać w dół i stawać się dziećmi podziemia, synami szatana, istotami zezwierzęconymi. Stąd też sytuacja człowieka jest najbardziej typowo historyczna, bo powstaje w ambiwalencji: ku Bogu i od Boga, ku dobru i ku złu, ku miłości i ku nienawiści, ku istnieniu i ku śmierci.


„Generalna próba" dla rozwoju ludzkiego zaistnienia w raju po stworzeniu świata. Pierwszy człowiek przegrał tę próbę w ślad za prapremierą duchów niebieskich. Ale w przeciwieństwie do duchów z natury swej wrogich Bogu człowiek miał daną szansę pomocniczą, właśnie dzięki światu i historii, czyli posiadaniu możliwości wcielenia się Zbawcy oraz powtarzania podstawowych decyzji. Jedną z istotnych cech tego świata materialnego jest właśnie możliwość powtarzania się wyjściowej i podstawowej sytuacji, a w ślad za tym i wolnej decyzji. Nawet kiedy Bóg karze człowieka, to raczej karami leczniczymi jako Ojciec i Wychowawca (De princ. II, 5, 3; C. Cels. IV, 69-72). Sama materia tego świata daje szansę doskonalenia się: uczy pokory, posłuszeństwa, daje doznanie własnej niemocy. A nawet materia ziemska zesłania nas w pewien sposób przed demonami, które oddziałują bardziej na ducha niż na ciało lub na duszę uwikłaną w materię. Decyzja na złe lub na dobre zależy teraz bardziej od samego człowieka (C. Cels. IV, 36-37; In Jeremiam 1).


Konkretnym zadaniem historycznym człowieka jest rozwój od obrazu Bożego do podobieństwa Bożego, czyli odbicia Boga jak w zwierciadle ku pewnej niejako „tożsamości" polegającej na szczególnej jedności z Bogiem (De princ. III, 6, 1). Postęp jednak nie będzie następował od razu, lecz powoli, stopniowo, według odpowiednich pór i czasów (tamże, III, 6,6). Istotną siłą rozwojową człowieka będzie łaska przyniesiona przez Jezusa Chrystusa, Zwycięzcę zła, Wychowawcę i Nauczyciela. W razie potrzeby będą nowe ingerencje naprawcze ze strony Boga lub kary indywidualne i powszechne, jak mory, plagi, wojny, potopy, ogień (C. Cels. IV, 69). Ostatecznie jednak będzie to oczyszczanie i doskonalenie, a nawet nie jako „tworzenie" ducha: Stwórca potrafi ciało, które obecnie z jego woli posiadamy, tak przekształcić i poprzez rozmaite stopnie, stosownie do etapów stwarzania świata oraz moralnej wartości istot rozumnych, do takiego doprowadzić stanu, że będzie ono już ciałem całkowicie jednolitym, najczystszym i najwspanialszym, przechodzącym wszelkie nasze wyobrażenia. Bo rozumie się samo przez się, że tak jak niegdyś, gdy świat wymagał zróżnicowania, materia posłusznie poddała się swemu Panu i Stwórcy, by z niej ukształtował rozmaite rzeczy poczną zdążać ostatecznie ku temu, by stać się czymś jednym, tak jednym, jak jednym są Ojciec i Syn, znikną już całkowicie wszelkie między nimi różnice (Princ. III,6,4, tł. M. Michalski).


Tak więc na końcu powróci owa rajska Jedność już nie Początku, lecz Pleromy, spełniona przez wolną współpracę istot rozumnych z Bogiem, z Jezusem Chrystusem oraz z Duchem Świętym, przez nieskończoną wielkość dobrych dzieł i przez niepojęte udoskonalenie duchowe. Tej jedni nie będzie już zagrażało zło. Duchy będą doskonałe na zawsze, grzechy będą wymiecione bez śladu, człowiek nie będzie już poddawany żadnej próbie prawdziwej miłości ku Bogu. Ludzie będą istnieli wiecznie w „ciałach duchowych" ( 1 Kor 2, 15; 15, 44)> Stworzenia znów będą sobie co do istoty bytowej równe. Będzie to niewypowiedziane „Odnowienie Wszechrzeczy" w Zbawicielu: apokatastasis ton panton ( De princ. II1,1; 8, 2; II, 10, 8; III, 6, 1-6; C. Cels. III, 78). W tym odnowieniu Bóg będzie wszystkim we wszystkich (1 Kor 15, 28). Cóż znaczą te słowa dla Orygenesa? Na końcu wszechrzeczy dla każdej istoty rozumnej Bóg będzie stanowił wszystko tym sensie, że wszystkie uczucia, myśli i pragnienia duszy rozumnej, która całkowicie oczyściła się z grzechu nie pozostawiając w sobie nawet cienia zła, będą się obracały tylko wokół Boga, że niczego już poza Bogiem nie będzie ona kochać, o niczym myśleć, niczego widzieć, niczego pragnąć - krótko mówiąc, że Bóg będzie jedyną miarą wszystkich jej poruszeń (De princ. III, 6, 3, tł. M . Michalski). Tak więc historia spełni się w zjednoczeniu człowieka Z Bogiem przez pleromiczną miłość (...)". 
 
6.    ZAKOŃCZENIE: OCENA MYŚLI ORYGENESA

„Według Orygenesa zatem, prawdziwa historia oznacza drogę przeistaczania się ducha prostego, poprzez świat, w ducha przebóstwionego, dzięki Mocy Logosu Bożego.
W rezultacie Orygenes daje genialny zestaw prawd chrześcijańskich przedstawianych w szatach filozofii greckiej, przede wszystkim platońskich i aleksandryjskich. Temu genialnemu erudycie zabrakło jednak równej zdolności syntezy, harmonizacji, uspójnienia. W niektórych punktach nie zdołał dojrzeć autentyczności doktryny chrześcijańskiej i wyjść poza obszar myśli hellenistycznej, np. cyklicznej teorii dziejowej nie zharmonizował do końca z linearną koncepcją judaistyczną. Poza tym chrześcijaństwo było dla tego Aleksandryjczyka sprawą ducha, idei i mądrości, bez należytego jednak odniesienia również do ciała, empirii, doświadczenia i realnych dziejów świata. Był to pierwszy chrześcijański idealizm, zbyt oderwany od doczesności - i jako taki, wsparty potem myślą Pseudo - Dionizego Areopagity - określił przeogromnie całe Chrześcijaństwo Wschodnie.  Niemniej filozofia grecka otrzymała w chrześcijaństwie nowe życie publiczne i praktyczne. Bez chrześcijaństwa i bez takich uczonych, jak Orygenes, filozoficzna myśl grecka  znikłaby już w pierwszych wiekach nowej ery". 



Na podstawie: Cz. St. Bartnik, Historia filozofii, „Gaudium", Lublin 2001




Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1612


  • Swite tychyj, Hospod' wocarysia, Suhuba jektenia

  • Chwałytni psałmy 148 i 149

  • Spodoby, Hospody...

  • Wełyke Sławosłow'ja


Co najbardziej irytuje Cię w UKGK?