Strona główna » Artykuły » FILOZOFIA PATRYSTYCZNA » ŚWIĘTY IRENEUSZ Z LYONU PEDAGOGIKA ANTROPOGENETYCZNA ORAZ „UNIWERSALNA EKONOMIA ZBAWCZA” TRÓJCY ŚWIĘTEJ W HISTORII

ŚWIĘTY IRENEUSZ Z LYONU PEDAGOGIKA ANTROPOGENETYCZNA ORAZ „UNIWERSALNA EKONOMIA ZBAWCZA” TRÓJCY ŚWIĘTEJ W HISTORII



[1] OSOBA I PISMA ŚWIĘTEGO IRENEUSZA

„Wielką myśl najbardziej spójnie chrześcijańską rozwinął św. Ireneusza (ok. 140-202), pochodzący z Małej Azji, uczeń św. Polikarpa ze Smyrny, od 178 r. biskup Lyonu w Galii i tutaj, męczennik za wiarę. Zaznaczył się on najbardziej, jak się wydaje, myśleniem społeczno-historycznym. Dał on pierwszą chrześcijańską wizję świata jako „ekonomi" i pedagogii Bożej, w której jawi się Trójca Święta. Był najwybitniejszym uczonym chrześcijańskim pierwszych wieków, pogromcą gnozy w Kościele i mediatorem katolicyzmu. Taki charakter miały dwa główne jego dzieła: Adversus haereses libri V  (powstałe w latach 180-185), walczące z gnozą, wykładające tradycyjne credo, przedstawiające ekonomię zbawienia i eschatologię; oraz Wykład nauki apostolskiej (Demonstratio apostolicae praedicationis, ok. 190 r.) w postaci małego podręcznika teologicznego dla katechetów. Szkoda, że znaczna jej część innych dzieł zaginęła".    

[2] NAUKA ŚWIĘTEGO  IRENEUSZA

(A) APOLOGIA „HISTORII" I WALKA Z GNOSTYCYZMEM

„Broniąc chrześcijaństwa św. Ireneusz obrał drogę wypracowania kategorii myślenia historycznego, zarówno jako procesu dziejowego, jak i jako wiedzy historycznej o zbawieniu. Kategorie te dojrzewały u niego w miarę doktrynalnego zwalczania gnozy, która była właśnie całkowicie antyhistoryczna, kosmologiczna, mitologiczna i psychologizująca. Jego główne dzieło miało już w samym tytule na celu „obnażenie" gnozy (elenchos, delectio) oraz jej „odparcie" (anatrope , eversio). Żeby temu zadaniu sprostać, wprowadził trzy podstawowe idee: realność relacji miedzy Bogiem jako dawcą istnienia a człowiekiem jako receptorem istnienia, przy czym człowiek w pewien sposób warunkuje wielkość i owocność darów; ujęcie relacji między Bogiem a człowiekiem w siatkę ekonomii powszechnej, która zakłada czas, rozwój i dojrzewanie rzeczywistości stworzonej oraz nadanie tejże ekonomii charakteru nie fatalistycznego przymusu, lecz „pedagogii", w której człowiek jest i przedmiotem i, w pewnym momencie, podmiotem.


Trzeba pamiętać, że w II w. nasilił się bardzo kryzys zarówno w filozofii systematycznej, jak i w doktrynach religijnych. Wskutek tego doszedł do szczytu hellenistyczny synkretyzm, który stracił wszelkie kryteria weryfikacyjne. Po prostu to było uważane za najbliższe prawdy, co było najbardziej fantastyczne i nieprawdopodobne. Jeśli zaś posługiwano się Biblią, to przede wszystkim dla zasilenia swej fantazji samą metaforą, alegorią i personifikacją. W sytuacji więc, kiedy tak łatwo było pomieszać doktrynę chrześcijańską z gnostycką, św. Ireneusz wybrał kryterium historycznego realizmu w duchu chrześcijańskim. Kryterium to zdecydowanie odcinało przekaz chrześcijańskiej od baśni i mitów gnostyckich. Gnostycy tymczasem szukali „gnozy" ( gnosis - wiedza, poznanie) o charakterze jedynej, absolutnej, wyrastającej ponad filozofię i ponad religię, ale przechodzącej niejako „samej siebie" lub tajemnymi drogami „z góry". Przy tym miało być tym więcej wiedzy, im więcej tajemnicy, niewidzialności i niewiadomości źródła. Taka zresztą idea jest stałą pokusą różnych sekt i religii. Brak ratio w religii, w pewnych sytuacjach, może być wielkim niebezpieczeństwem i dla religii , i dla człowieka. W tym duchu w owych czasach sekty uważał, że wiedza jest ezoteryczna, zakryta przed ogółem, tylko dla bardzo nielicznych wybranych. Każdy - pisał o takich św. Ireneusz - jest tak bezczelny, że nie wstydzi się własnej mądrości i uważać siebie za jedyną normę prawdy ( Adv. haer. III, 2, 1).


Świat dla tych wybranych, doskonałych, pneumatyków nie miał nic z historii, lecz miał być nierozumnym produktem mitologicznej walki duchów (eonów) między sobą. Przyjmowano, że istnieją jedynie jakby mechaniczne ruchy w ‘górę" i „w dół" po drabinie gradacji sfer, hipostaz, osób kosmicznych (eonów). Na samym szczycie miał być „Najwyższy Ojciec wszechrzeczy" i Boska Pleroma lub Prajedni. Z tego emanowały kolejno personifikacje: Rozum, Logos, Idea, Mądrość, Siła, moce, Potęgi, Archaniołowie, aniołowie i inne eony, jedyne z drugich, aż do świata materialnego, który miał być na samym „dole", zresztą pozbawiony w sobie sensu. Niektórzy z gnostyków hellenistycznych w Aleksandrii wyśmiewali takich szczebli, sfer aż 365. Św. Ireneusz nazywał także koncepcję świata fantastyką rodowodów bez realnego pochodzenia rzeczy (Adv. haer. I Prol.).


Ostatni eon, czyli świat obecny, ma w sobie dramat typu „przyrodniczego". Jest on mianowicie bezsensowną mieszaniną materii z duchem. Poprzez ducha, który emanuje z góry, ostatecznie aż z Ojca wszechrzeczy, samo Bóstwo uwikłało się materię, z której musi za wszelką cenę wydobyć się. I tak to człowiek jest przypadkowym spotkaniem się duszy i ciała, które należą do wrogich sobie światów i zażarcie się zwalczają. Czasami uważano, że dusza pierwotnie preegzystowała w Boga odwiecznie i za jakieś przewinienie, jak było u aniołów, została „wtrącona do materii". Najczęściej jednak winę za to uwikłanie ducha w materię przypisywano jednemu z eonów, Demiurgowi, Twórcy materii, Płanetnikom lub Szatanowi. Wówczas Bóg Najwyższy chce przyjść pomocą i za pośrednictwem jednego z eonów niebiańskich objawia ludziom „tajemnicę ich nieszczęsnej sytuacji" i zarazem podaje sposób, jak wydostać się z tego zła, więzienia ciała i dostać się do Boskiej Pleromy. Sposobem tym miała być przede wszystkim „wiedza zbawcza", wsparta różnymi tajemnymi praktykami, które miałyby się przyczynić do jej wzrostu. Św. Ireneusz widział zaś jako jedyną „wiedzę" poznania wydarzenia Jezusa Chrystusa: Verbum Dei incarnatus (!) cum advenisset plenitudo temporis (Adv. haer. III, 16, 7), przyjęcie historycznego świadectwa Apostołów oraz pełnią wiarę w prawdziwość historyczną tych rzeczy (Demonstratio 1-3). Stąd dla chrześcijan „gnozą" jest wiedza o dziejach zbawczych.


Dla gnostyków istnieli właściwie dwaj Bogowie, dwaj ludzie i dwie historie, z tym że sfera niższa nie była godne tej nazwy. Stąd nawet gdy posługiwano się terminem „historyczny", to miano na myśli coś negatywnego, bo dotyczącego wyłącznie materii, ciała lub „złego" człowieka, hylika. Nie ma żadnego wewnętrznego przejścia między jednym światem a drugim, nawet nie ma zła w sensie ludzkim i historycznym: jest tylko zło jako pewna sytuacja lub struktura materialna. Podobnie jak są eony bytowe dobre lub złe, tak i tworzeni są ludzie: jedni są cali dobrzy, drudzy cali źli (Adv haer. III, 24, 2). Nie ma stosowania się człowieka dobrym lub złym w czasie. Wprawdzie pośrodku między pneumatykami a hylikami bywają, według niektórych gnostyków, psychice, ale ich „pośrednictwo" polega najwyżej na materialnej mieszaninie elementów, nie zaś na procesie antropogenetycznym. Z bawienie nie jest bynajmniej dla wszystkich, raczej tylko dla nielicznych wybrańców. Tym samym Bóg jest przedstawiany redukcjonistycznie jako niesprawiedliwy, personalny, zniewolony sam w sobie, groźny dla człowieka, a nawet okrutny. Relacja między człowiekiem a Bogiem ma charakter przypadkowy, fatalistyczny, nieosobowy.


Toteż słusznie św. Ireneusz kończy swoje Demonstratio podsumowaniem, że gnostycy nie zostawiają miejsca na Opatrzność Boga Osobowego, ani na ekonomię Boskiego Logosu, ani wreszcie na ścisłą współpracę ducha z materią, a Ducha Świętego z duchem ludzkim (Dem 99). Inaczej mówiąc, według nich, Bóg nie daje istnienia światu, Syn Boży nie wkroczył w dzieje ludzkiego, a Duch Święty nie ma udziału w tworzeniu egzystencji człowieka i jego dzieł. Oznacza to więc swoistą negację Trójcy Świętej w odniesieniu do dziejów ludzkich. Istotnie, według nich, rzeczywistość nie miałaby wymiaru dynamizmu stworzeniowego. Realne wcielenie Logosu jest niemożliwe, a nawet „bezbożne", gdyż „ciało" bezcześciłoby Boga. Dlatego dokeci uczyli, że Logos przybrał ciało tylko pozornie lub „pokazywał się" pod dowolnymi postaciami, nie tylko pod postacią Jezusa. Marcjona odrzucił dzieciństwo Jezusa Chrystusa jak gorszące, a Jahwe uznał Za Boga Złego. Dla Walentego, Ptolemeusza, Herakleona, Markosa, Cerynta na Jezusa zstąpił Chrystus w czasie chrztu i Chrystus podjął działalność wyzwalania „Bożych Nasion" z materii. Nikt z nich nie chciał przyjąć faktu ukrzyżowania Chrystusa, które ma wymowę najbardziej realistyczną i historyczną. Według Bazylides został, niezauważalnie, ukrzyżowany Szymon Cyrenejczyk, według Cerynta cierpiał tylko Jezus, od którego Chrystus odszedł, według Markosa cierpiał tylko pozornie. W konsekwencji wszyscy negowani zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i Zesłanie Ducha Świętego. Nie było więc zbawienia przez dzieje Chrystusa, lecz co najwyżej przez danie przezeń ludziom „wiedzy" o najgłębszych tajemnicach Ojca Niebieskiego. Według niektórych Chrystus przyszedł, żeby obalić w sposób „fizyczny: boga Żydów lub szatana, pana tego świata (Adv. haer I, 24, 2). Można nawet powiedzieć, że człowiek był „zbawieniem" Sm dla siebie, jeśli tylko przyjmował „wiedzę: i stosowne różne środki „wyzwalające" go z ciała, materii i mocy eona tego świata.  Ciało ludzkie nie podlegało zbawieniu, bo właśnie zbawienie polegało na wywikłaniu się z „cielesnej" sytuacji życia. Podobnie traktowano i społeczność ludzką, która w dążeniu do wyzwolenia ducha miała się pozbawić wszelkich doczesnych struktur, instytucji i praw. Tak więc, wreszcie, nie można również żadnego działania Duch Świętego w konkretnej egzystencji i historii. To raczej człowiek miałby odgrywać rolę Ducha Świętego, pomagając Ojcu wszechrzeczy wyzwolić z tego świata jego „uwięzionego" tu „ziarna" lub promienie. Przy tym nie było miejsca na metanoję, nawrócenie wewnętrzne ani na żadną właściwą duchową człowieka.


Jak było wspomniane, dla poznania prawdy nie służy jakoś sekretna gnoza, lecz jawny przekaz historyczny, publiczny, urzędowy, społeczny, gdzie niejako strumień dziejów zbawienia biegania razem z wiedzą o nim i wzajemnie dojrzewają oraz świadczą o sobie. Najlepiej widać to w tradycji: Dostrzec prawdę zdoła każdy człowiek dobrej woli, o ile tylko dobrze zapozna się z tradycją apostolską, głoszoną publicznie i jawnie we wszystkich gminach kościelnych na całym świecie (...). Oczywiście zbyt wiele miejsca zajęłoby w niniejszej księdze wyliczanie następujących po sobie hierarchów we wszystkich Kościołach; ograniczę się więc tylko do przedstawienie tradycji apostolskiej oraz nauki wiary, jaka drogą kolejnego następstwa biskupów dotarła do nas w największym, najstarszym, powszechnie znanym Kościele rzymskim założonym i zorganizowanym przez dwu najznakomitszych apostołów Piotra i Pawła. Z wymienionym bowiem Kościołem rzymskim, jako przewyższającym wszelkie inne dostojeństwem swego apostolskiego pochodzenia, zgadza się na pewno cały Kościół, to jest wszyscy wierni na całym świecie, w sprawie przechowywania tradycji odziedziczonej po Apostołach (Adv. haer. III, 3, 2, tł. M. Starowieyski).


Ważne jest, że historia i wiedza o niej dokonuje się, według św. Ireneusza, na żywo, bez dokumentacji. W tym sensie nie mniej ceni on sobie Żywy Kościół, dziejący się aktualnie, niż pisma: odwołujemy się do tradycji ustnej, przekazanej nam przez Apostołów, a przechowującej się w Kościołach pod strażą kolejno po sobie następujących prezbiterów (Adv. haer. II, 2, 2, tł. M. Michalski). W myśl Ireneusza chrześcijaństwo mogłoby się zawsze rozwijać dzięki samemu Kościołowi uniwersalnemu, posiadającemu swoje struktury i swoją świadomość, bez istnienia nawet Pisma Świętego (Adv. haer. III, 4, 1).
A zatem historia i chrześcijaństwo odpowiadają sobie nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie. Bóg stworzył historię po to, żeby mogło zaistnieć w niej chrześcijaństwo, a Kościół odpłaca się historii, objawiając jej najgłębszy sens i dopełniając ją".  
 
(B) ANTROPOLOGIA „EWOLUCJONISTYCZNA" I DAR ISTNIENIA

„Głównym cele myśli św. Ireneusza było przedstawienie wszelkiej rzeczywistości w jedności, której pryncypium jest Bóg, a której centrum jest człowiek. W ten sposób chciał uniknąć gnostyckiego chaosu, bezładu, dualizmów.
Kategorią jedności jest „ekonomia Boża" (gr, oikonomia, łac. dispensatio, dispositio, a także distributio), w nawiązaniu zresztą do św. Pawła. Pojęcie ekonomii ścierało się wówczas z pojęciem opatrzności (pronoia, providentia).Teologowie na ogół rozdzielali te pojęcia. Idąc jeszcze za dawną filozofią, zwłaszcza stoicką, opatrzność odnosi się do rządów Boga nad światem i rozumieli ją jako korelat stworzenia, a w konsekwencji niejako po „świecku". Po prostu opatrzność to rządzenie przez Stwórcę doczesnym światem naturalnym, w tym zaś, w mniejszym czy większym zakresie, także ludzkością. Część teologów z małej Azji stworzyła osobno pojęciem ekonomii jako udzielanie przez Boga zbawienia ludziom już w Starym Testamencie, ale przede wszystkim we Wcieleniu Chrystusa i w dziele odkupienia. Ekonomia zatem miałaby mieć charakter zbawczy, często religijny i stąd też była pojęciem dużo węższym niż opatrzność.
Św. Ireneusz raczej złączył oba pojęcia w jedno, a przynajmniej ujął je koekstensywnie, przy czym preferował termin ekonomia. Przez ekonomię Bożą zatem rozumiał całości zmysłów i planów Bożych względem świata wraz z ideą stworzenia i odkupienia człowieka, nałożenie na ten plan całego bytu i wszelkiego dziania się, wyłącznie z każdym, choćby najdrobniejszym wydarzeniem, odniesienie się do wszystkiego na sposób sukcesywnie rodzącej to, co najlepsze, miłości odwiecznej, urzeczywistnianie planu i miłości w stworzeniu świata, a zwłaszcza w jego odkupieniu i przygotowaniu do Paruzji, i wreszcie pełne troski zarządzanie wszystkim, nadawanie świata kierunku oraz pieczołowite prowadzenie każdej istoty do wyznaczonego jej celu (Adv. haer. III, 27; III, 11, 2, ; IV, IV, 1, 1; IV, 33, 1-2; V, 10, 1-2). W rezultacie nie ma światów ani dwóch historii ludzkich: świeckiej i religijnej, jest jedna historia o dwóch aspektach.
„Uniwersalna ekonomia Boża: (Adv, haer. IV, 33, 1) nie została światu narzucona  „z zewnątrz", lecz jest ona „darem istnienia" światu od wewnątrz, czyli jest strukturą decydującą o istnieniu świata i jego kształtach. Stanowi twórcze dobrodziejstwo Boże, a nie determinizm. Jest dla dobra bytu, a nie dla dobra Boga. Niemniej realizacja ekonomii Bożej  musi oznaczać pewien proces, który zakłada pewną wewnętrzną wolność bytu, konieczność rozciągnięcia, czasowej odległości celu. A to wszystko oznacza niemożność sztucznego „przysposobienia" procesu z zewnątrz, bez oparcia w wyznaczniki wewnętrznego bytu.
Mimo to, „wbrew gnozie, rzeczywistość istnieje dla człowieka jako swego „pana" (Dem 11). Kosmos, natura, świat najbliższy, rzeczy - są dla człowieka

jako swego króla, tym bardziej jeśli się zważy, że w człowieka wcieli się Syn Boży. Oczywiście, Bóg nie „potrzebował" człowieka, jak uczyli gnostycy: na początku Bóg ukształtował Adama nie dlatego, jakoby go potrzebował, ale aby móc złożyć w nim swoje dobrodziejstwa. Nie tylko bowiem prze stworzeniem Adama, ale i przed wielkim stworzeniem Słowo uwielbiało swego Ojca (Adv haer. IV, 38, 1). Św. Ireneusz pisze, że Bóg jest chwałą człowieka, człowiek natomiast jest tym, który przyjmuje jego działanie, całą jego mądrość, jego moc (M. Starowieyski, Ojcowie żywi, II, Kraków 1979, s. 251). Niemniej prawdą jest również, że  rzeczy doczesne uczynił Bóg z powodu człowieka (Adv. haer. IV, 5, 1) i tenże człowiek jest jednocześnie w jakimś sensie „chwałą Boga", jak we wziętej od Ireneusza maksymy św. Ignacego Loyoli: Gloria Dei vivens homo - Chwała Boża to istniejący historycznie człowiek.
Człowiek jest dziełem i obrazem Trójcy Świętej, co bynajmniej nie przekreśla historyczności, ale umożliwia dzięki zaistnieniu pewnego rozłożenia relacji bytowych: Według Bożego  planu, człowiek narodził się, został ukształtowany według obrazu i podobieństwa Bożego niezrodzonego. Jak to obmyślił i zarządził Ojciec, tak to wykonał i stworzony Syn, tak Duch Święty karmił i wychowywał człowieka, który stopniowo rozwijał się i dochodził do doskonałości, to znaczy zbliża się do Niezrodzonego. Musiał więc człowiek najpierw narodzić się, potem uróść, później dojrzeć, następnie rozmnożyć się, dalej umocnić się, a wreszcie dojść do chwały, a w chwale zobaczyć swego Pana. Boga bowiem ma kiedyś oglądać. A oglądanie Boga udziela nieskazitelności i niezniszczalności, która czynią ową bliskość Boga (Adv. haer. IV, 38, 2tł.J.M. Szymusia).


I tak zajaśniała przed nami idea ewolucji antropologicznej. Wątpliwe, by u podłoża tego wyjątkowego na stulecia poglądu leżała idea gnostycka, Saturnina, iż człowiek na początku stworzony przez Płanetników ni miał podstawy wyprostowanej, lecz pełzał po ziemi jak zwierzę (Adv. haer. 1, 24, 2). Ireneusz inspiruje się religijnymi watkami idei rozwoju. Przede wszystkim człowieka stwarzał właśnie Chrystus, inaugurując w ten sposób i soją własną historię (Dem 12). Jest to ekonomiczno-zbawczy sposób myślenia. Jeśli na przykład dla gnostyków istnieją naraz i niezmiennie trzej ludzie: hylik, psychik, pneumatyk, to dla naszego Teologa jest symbolem jednego człowieka, lecz „rozciągniętego" w czasie, żeby rozwijać się od postaci najniższej ku doskonalszej, ku homo prefectus; przy czym już ten najniższy stopień i samo ciało ludzkie są kształtowane na obraz Boży (Adv. haer. V, 6, 1). Dlatego też człowiek nie został stworzony doskonały jako doskonały, lecz jako powołany do doskonałości (Adv. haer. V 12, 2). Czy nie mógł bóg na samym już początku stworzyć człowieka doskonałego? - pyta św. Ireneusz. Mógł - odpowiada. Ale dla dobra istoty stworzonej wybrał drogę rozwoju, czasu, pracy, wysiłku, walki, twórczości, współpracy (Adv. haer. IV, 38, 1). W naturę bytu stworzonego został tchnięty porządek, do którego stosuje się sam Bóg, bo w taki w swej Mądrości i Dobroci zechciał. Dlatego wszystko zaczyna się od ziarna embrionu, maleństwa, etapu pierwszych i ograniczenie wzrasta. Jest to swoista pedagogia bytu żywego: Mógł on od początku obdarzać człowieka doskonałością, ale człowiek świeżo stworzony nie mógłby jej przyjąć albo jeśliby przyjął, to nie mógłby jej objąć, albo jeśliby ją objął, to nie utrzymałby jej .Dlatego też Syn Boży będąc doskonały stał się rówieśnikiem człowieka- dziecka, nie dla siebie, ale dla człowieka przyjął jego dzieciństwo, aby człowiek mógł jego samego przyjąć (Adv. haer. IV, 38, 2, tł. J. M. Szymusiak). A zatem Ireneusz odwrócił światopogląd hellenistyczny i rzymski, dla których szczyt doskonałości świata i ludzi znajdował się na początku, a historia była tylko smutną degeneracją i degradacją. Nierozsądni więc - pisze Święty męczennik - są ci, którzy nie czekają na czas postępu (Adv. haer. IV, 38, 4). Rzeczy doczesne - żeby podsumować wizję - uczynił bóg z powodu człowieka, aby podczas jego dojrzewania w nich zaowocowała dlań nieśmiertelność (Adv. haer. IV, 5, 1).
Można powiedzieć nawet, że na początku nie było „raju" w sensie pełnej doskonałości i szczytu rozwoju. Oddaje to często powtarzający się obraz, że w Adamie ludzkość była w stanie dziecięctwa: Stworzenie istoty ziemskie były już w pełni dojrzałe, gdy tymczasem sam człowiek, chociaż ich pan, znajdował się jeszcze w stanie dziecięctwa i miał dopiero powoli wzrastać i rozwijać się do stanu pełnej dojrzałości. By mu (...) ułatwić wzrost, przygotowany mu Bóg specjalne miejsce pobytu, lepsze od reszty świata(...). Nazwano to miejsce rajem. Wspaniałość owego raju powiększała jeszcze okoliczność, że przechadzała się nim sam Boski Logos, obcując z człowiekiem i rozmawiając z nim o sprawach jego przyszłości is tale przebywać wśród ludzi, by ich nauczyć sprawiedliwości. Niestety, jako dziecko, człowiek nie  miał jeszcze dostatecznego rozeznani, wskutek czego łatwo dał się oszukać uwodzicielowi (Dem. 12, tł. M. Michalski).


Grzech pierworodny jest również elementem Bozej ekonomi zbawienia. W przeciwieństwie do ówczesnych teologów w nauce św. Ireneusza grzech ten nie oznacza całkowitej ruiny kosmicznej Lu antropologicznej, lecz jest raczej nieuniknionym, pierwszym doświadczeniem istnienia zła w świecie i w sobie samym. Jak już mówiliśmy, Adam miał jeszcze osobowość dziecka, nie ugruntował jeszcze w sobie obrazu Bożego, a zwłaszcza podobieństwa w doskonałości moralnej i dlatego obnażyła się jego słabość, niedojrzałość i nieunikniona ograniczoność bytu (Adv. haer. IV, 30, 3 ; V, 16, 2). Główną winę ponosi „szatan", co Ireneusz tłumaczy jako „buntownik" i „zawistny" (Dem 16). Toteż i Bóg nie ukarał człowieka w sposób straszliwy. Raczej się nad nim ulitował. Odsunął go od drzewa życia raczej po to tylko, żeby na wieki nie stał się przestępcą; śmierć zaś miała gładzić grzechy i kłaść kres ciągłej ambiwalencji życia ludzkiego. Bez śmierci fizycznej człowiek byłby podobne szatanowi. Śmierć jest rodzajem łaski Bożej, która doprowadza Zycie do ostatecznej wartości moralnej i pozwala odtworzyć ideał człowieka w zmartwychwstaniu (Adv. haer. III, 23, 6).


Korelatem grzechu jest wolność oraz możność zdobycia wymiaru moralnego w bycie ludzkim, a następnie osiągnięcie podstawowego tematu podmiotowego życia. Żywi ludzie nie są „z natury" dobrzy lub źli , jak chcieli gnostycy: jeśli jedni - pisze Ireneusz - są z natury dobrzy, a drudzy źli z natury, to ani dobrzy nie zasługują on pochwałę, ani źli na potępienie (Adv.  haer, IV, 37, 2). Bez realności zła, dobro nie pociągałoby człowieka, nie miałaby antropologicznego uroku, po prostu nie byłoby - historii ludzkiej - dobrem i łaska byłaby bez humanistycznej wartości (Adv. haer. IV, 37, 6). Dla pełniej samoświadomości człowieka potrzeba doświadczenia własnej nędzy, słabości, zwodniczości, dwuwartościowej prawdy o sobie (Adv. haer. V, 3, 1). Dla pedagogii Bożej  najważniejsza jest tu wartość poznawcza i dlatego było to drzewo „wiadomości dobrego i złego": A właśnie człowiek otrzymał znajomość dobra i zła w taki sposób, że oko umysłu - po doświadczeniu jednego i drugiego - może rozsądnie wybrać, co jest lepsze. W jaki bowiem sposób rozpoznałby dobro, nie znając tego, co mu się przeciwne? (Adv. haer. IV, 39, 1). I tak pedagogia Boża ma na względzie pełny byt ludzki łącznie z jego najgłębszym wnętrzem duchowym". 
        
(C) REKAPITULACJA: ESCHATOLOGIA I POWRÓT DO BOGA

„Św. Ireneusz z Lyonu rozwinął dużo szerzej i bardziej systemowo pawłową idę rekapitulacji (Ef 1, 10), która jest kamieniem węgielnym chrześcijańskiej teologii historii. Ze względu na przebogatą treść pojęcia już sam termin grecki: anakephalaiosis może być różnie tłumaczony na łacinę - recapitulatio, instauratio, retractatio, contractio, a na polski -,rekapitulacja, odnowienie, nawrót do początków, głowienie , streszczenie, ściąganie historii w jedno centrum.
Podobnie jak u św. Pawła, tak i tutaj, wszelką historię historię ludzką określa ów tryptyk symboli oddających punkty graniczne. Na początku jest utworzony przez Boga z dziewiczej ziemi Adam, obok wyłaniająca się z niego Ewa, razem stają w obliczu Boga oraz problemu dobra i zła, mają śmiertelnego wroga - Węża, są ukierunkowani środowiskiem życia, głównie „drzewem życia", „drzewem wiadomości dobra i zła", „wodami raju", decyzji co do przyszłości. W centrum jawi się zrodzony z Dziewicy Chrystus, który od początku świata przygotowywał sobie ‘ glinę swego człowieczeństwa", z racji boku stworzony jest Kościół - Ewa, razem stają w obliczu restauracji ludzkości szyjącej w świecie dobra i zła, mają śmiertelnego wroga - szatana, jawi się Krzyż jako drzewo życia, Ewangelia jako drzewo wiadomości dobra i zła, potoki Łaski Bożej tchnienie Ducha Świętego , a wreszcie synowie Ewy dojrzewają do ostatecznej decyzji: za zbawieniem lub przeciw niemu. U kresu przychodzi Chrystus Spełnicie, wyrastający z dziewictwa wiary i dobra, po prawej stronie Oblubienica Uwielbionego - Kościół, razem stają w obliczu eschatologii: nieba i piekła, niebo ogarnia Krzyż jako Drzewo Zwycięstwa, przed nimi Raj Wiecznej Jerozolimy, pokonany jest Wąż - Antychryst, Duch Świętym tworzy miłosną wieź z Ojcem, ludzi źli są usunięcie z Raju Boga. W sumie jest to jeden i ten sam temat w trzech gradacyjnych rozwinięciach dziejowych.
a)  Mówiąc bardziej analitycznie, trzeba zacząć od tego, że podstawą rekapitulacji jest wcielenie. Według św. Ireneusza, we wcieleniu staje się Głową, Summą, Streszczeniem, odnowieniem i sercem wszelkich światów, naszego kosmosu, Ziemi, przyrody i wszelkiego zycia na niebie i na ziemi, a także światów widzialnych i niewidzialnych (Adv. haer. V, 20, 2 ; V, 28, 3 ; Dem 34). Rzeczywistość zatem otrzymuje swoje centrum, klucz i streszczenie.
Jezus Chrystus jako „Głowa Rodzaju Ludzkiego" (Adv. haer. III, 16, 6) panuje też nad całym światem ludzkim, obejmuje prymat stworzenia ludzkiego, odzwierciedla w sobie całą strukturę ludzkości i rekapitulacje wszystko, co się z człowiekiem działo lub będzie działo (Adv. haer. I, 10, 1; III, 18, 7; V, 18, 2, V, 28, 3). Kiedy Chrystus- pisze św. Ireneusz- wcielił się, stawszy się człowiekiem, to zrekapitulował w sobie cały ciąg, egzegezę i losy ludzkości, udzielają nam zbawienia w postaci najkrótszego streszczenia (III, 18, 1,. Por. III. 11, 8; IV, 20, 8 ; V, 14, 1).


Rekapitulacja dokonuje się na bazie tego samego człowieczeństwa i tej samej historii, nie ma tutaj żadnej dogłębnej ruptury. Trzeba powiedzieć, ze cała „nieciągłość" między stanem Adama Pierwszego a Adama Drugiego polega na doskonaleniu ludzkości, podnoszeniu, wartości jej czynów, ubogaceniu jej treści i tematy dziejowe (Adv. haer. V, 14, 1-3), a wreszcie na procesie zaprowadzania coraz lepszej harmonii miedzy sferą materialną a duchową, na „uwewnętrzniu się" człowieka, na poddaniu wszystkiego pod władzą Ducha Świętego (Adv. haer. V, 20, 2). Tutaj powstało słynne adagium: Słowo Boże stało się człowiekiem po to, żeby człowiek mógł się stać Słowem Bożym (III, 18, 7).
A wreszcie Jezus Chrystus rekapitulacje w sobie życie, dzieje, losy i możliwości duchowe każdej jednostki ludzkiej, branej osobno. Dlatego „musiał"  on przejść też wszystkie etapy rozwoju organicznego, poczynając od embrionu   (Adv. haer. II, 22, 4).
b) W rekapitulacji na czoło wysuwa się dziedzina dziejów zbawienia. Pod tym względem Chrystus ma więcej z przeciwieństwa w stosunku do Adama. Słowo wcielone odnawia „starą" naturę ludzką, oczyszcza ją z grzechu, „uśmiech śmierci", niejako wskrzesza człowieka. Rekapitulacje w sobie wszelką słabość człowieka upadłego, wszelką nędzę, wszelkie cierpienia, wszelki grzech, wszelkie bezdroża historyczne. Ale wszystko po to, żeby dopełnić stworzenie, udoskonalić je i wynieść o poziom wyżej. Tutaj wcielenie uzupełnione jest przez Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie (Adv. haer. III, 18, 1-7 ; III, 23, 1 ; IV 40, 3 ; V, 14, 1-2 ; V, 21, 1). Przy tym zachowana jest tu jakaś pedagogiczna sprawiedliwość rzeczywistości. Gdyby dramat ludzki został rozegrany przez Boga, Anie przez człowieka, to zniszczyłoby to godność człowieka, wolność i blask dziejów .Niesprawiedliwie bowiem - pisze między innymi Ireneusz - byłby pokonany nieprzyjaciela(szatan), gdyby ten, kto go pokonał, nie był człowiekiem z niewiasty zrodzonym (Adv. haer. V, 21, 1. Por. III, 21, 10). Stąd też Ireneusz podkreśla tak mocno te ludzka tożsamość Zbawiciela: jak Adam był wprost od Boga, nie od istoty stworzonej, tak i Zbawiciel musiał mieć od Ojca, nie św. Józefa; jak Adam narodził się z dziewiczej Maryi, jak drzewo stało się przyczyną niedoli, tak drzewo Krzyża musiało się stać narzędziem odkupienia, słowem: Zbawca musiał powtórzyć w sobie historię Adama-Człowieka - co do narodzin, co do ciężkiego życia, co do walki z szatanem, nawet co do dnia śmierci i miejsca pogrzebania (Adv, haer. III, 21, 9-10; V, 23, 1-2, Dem 32).
W Jezusie Chrystusie dokonała się także owa tajemnicza rekapitulacja czasu: a więc owego „dawno" i „dziś" oraz „jutro"; owego „zawsze" i aktualnego „teraz", całej przeszłości i przyszłości, a wreszcie zbawcza synteza czasu ziemskiego z wiecznością niebiańską (Adv. haer. III, 18, 1-2).


c) Podporządkowanym elementem rekapitulacji chrystologicznej jest rekapitulacja maryjna. Św. Ireneusz posługuje się jeszcze głębszymi symbolami teologicznymi niż św. Justyn. Ewa zatem jest prefigurą Maryi, Maryja rekapituluje Ewę: w jej bycie, roli działaniu. Maryja w pewnej mierze „odwraca" figurę Ewy, a w pewnym sensie także kontynuuje. W przeciwieństwie do Ewy Maryja decyduje o dziejach ludzkich poprzez posłuszeństwo, najwyższą ostrożność, najgłębszą Mądrość, niezwykłe opanowanie ciała, przez bezgraniczną służbę Bogu i człowiekowi, przez rozwiązanie węzła nieszczęśliwego, który zawiązała Ewa ( Adv. haer. III, 22, 4). Ale w Maryi jest także coś z ciągłości Ewowej: pierwotna czystość swego narodzenia, bliskość Boga, Bycie narzędziem planów Bożych , stanowienie Oblubienicy-Żony, usuwanie samotności ludzkiej, rodzenie Owocu Życia, macierzyństwo w stosunku do rzeczy ludzkich - u Maryi duchowych, bezgranicznie opiekowała się swymi dziećmi, stanowienie obrazu raju i Nieba, stanowienie odpowiedniego Kościoła (Adv. haer. V, 19, 1 ; Dem 31-34). Słowem , Maryje rekapituluje w sobie szczególnie realizację „eklezjalność" w całej ludzkości. Dlatego też i Kościół bywa nazwany w tym duchu Matką.


d) Ostatnią postacią rekapitulacji jest eschatologia. Św. Ireneusz dzielił już historię świata z Pseudo - Barnabą, na sześć dni czyli na sześć tysięcy lat. Potem nastąpi finalna walka Zmartwychwstałego z szatanem i szatan usunie się na tysiąc lat (millenaryzm). Wówczas nastąpi szczyt dziejów świata w „epoce siódmej". Ósmy dzień to już wieczność. Na progu wieczności rozegra się walka ostateczna. Wówczas to objawia się także anty - rekapitulacja w postaci Anty - Chrysta. Antychryst to, po pierwsze, eschatologiczny przeciwnik Mesjasza       (2 Tes 2, 3-4; Ap 13, 2 nn. i u esseńczyków), a po drugie, streszczenie wszelkiego zła w jednej postaci. Antychryst bowiem - pisze Ireneusz - przyjął całą moc diabelską i zjawi się nie jako król sprawiedliwy, ani pracowity w myśl poddaństwa Bożego, ale jako bezbożny i nieprawy jako zaprzaniec i morderca, jako łotr, który rekapituluje w sobie szatańskie zaprzaństwo. Wszystkie bóstwa co prawda usuwa, ale chce wmówić, że sam jest bogiem wynosi się jako jedyne bóstwo chce wmówić, że sam jest bogiem i wynosi siebie jako jedyne bóstwo, gromadząc w sobie na sposób anty - Eklezji najrozmaitsze błędy wszystkich bałwanów (Adv haer. V, 25, 1. Por. V, 25, 4). Antychryst - dodaje nasz Teolog - rekapituluje powszechne odstępstwo, jakie tylko dokonało się w przeciągu sześciu tysiącleci (Adv. haer. V, 28, 2). A więc streszcza w sobie wszelkie zło, wszelkie grzechy co do rozdziałów i co do ilości, wszystką krew zbieraną w jeden kielich ant y- kultury (Adv. haer. V, 29, 1-2 ; 30, 1-2). Nie trzeba dodawać, ze po przeciwnej stronie Chrystus Eschatologiczny jako Spełnienie i Dokończenie dziejów ludzkich, wprowadzający Kościół Zbawionych do Niebieskiej Jerozolimy".     

[3] OCENA ŚWIĘTEGO IRENEUSZA I JEGO DZIEŁA

„Św. Ireneusz z Lyonu ukazuje realność, wielkość i godność proces dziejowego oraz wiedzy o tymże procesie, widzi je jako prowadzone przez Boga we współprac z człowiekiem, a więc u warunkowane czasem, wolnością i celami pedagogiki antropogenetycznej oraz ukazuje trzy podstawowe „klamry" tego procesu, które oznaczają Adama, Adam - Chrystusa i Adama - Spełniciela.
W ten sposób św. Ireneusz na miejsce idei hellenistycznych daje zespół prawdy objawionych, na miejsce dotychczasowej filozofii „przyrody" daje filozofię „historii" , na miejsce historii świeckiej, jak u Tukidydesa, daje „historii zbawienia". Jest to pierwsza wielka chrześcijańska filozofia historii, a raczej teologa historii, która uzyskuje rangę wyższą niż filozofia hellenistyczna. Przy tym Święty ze Smyrny posiadał doskonały, niemal absolutny zmysł autentyczności i tożsamości profilu prawd chrześcijańskich". 

 Na podstawie: Cz. St. Bartnik, Historia Filozofii, Gaudium, Lublin 2001




Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1216


  • Swite tychyj, Hospod' wocarysia, Suhuba jektenia

  • Chwałytni psałmy 148 i 149

  • Spodoby, Hospody...

  • Wełyke Sławosłow'ja


Co najbardziej irytuje Cię w UKGK?