Strona główna » Artykuły » Ekumenizm » List prawosławnego teologa do grekokatolików.

List prawosławnego teologa do grekokatolików.

  

List otwarty prawosławnego teologa świeckiego Michała Klingera do grekokatolików.

Bracia, wybaczcie! 

 

Ja, prawosławny przyjmuję z radością powiew wolności nad umęczonym Ko­ściołem unickim w ZSRR! Już wkrótce moi bracia, wschodni chrześcijanie, wywodzący się z tego samego co ja pnia - z Kościoła wschodniego w Rzeczypospolitej - będą mogli postawić świeczkę przed ikoną w swej cerkwi, obejść ją na Paschę ze śpiewem: „Woskiersienije Twoje, Christie Spasie", wyprowadzić ze świątyni zwłoki krewnego na swój własny cmentarz... Skończą się też ich cierpienia, represje. Wielu „z daleka" wróci do swych wiosek i domów. Ten moment jest też szansą dla nas. prawosławnych i katolików, by zamknąć okres znieczulenia i win, jakie ciążą na nas w związku z naszym stosunkiem do sprawy Kościoła greckokatolickiego. Musimy otwarcie wyznać: wobec unitów zawiniliśmy wszyscy. Nadszedł czas. byśmy też wszyscy - prawosławni, łacińscy katolicy i sami unici - wyznawszy wzajemne winy, ze szczególną uwagą zadbali o prawdziwe chrześcijańskie for­my współżycia. Nie możemy dopuścić do wrogich „krucjat" i rozliczeń, które zatrułyby ten wzniosły moment odrodzenia życia kościelnego wschodnich kato­lików - na Ukrainie, ale i w Polsce. Nawołuję do powszechnego chrześcijań­skiego czuwania.

 

Ostatnie obchody jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Rusi miast wszystkich zbliżyć, poróżniły nas. Trzeba się więc mieć na baczności i liczę w tej sprawie na moralne autorytety naszych wspólnot, byśmy z tej trudnej próby ekumenizmu mogli wszyscy wyjść zwycięsko i za kilka lat cieszyć się pięknym współżyciem naszych siostrzanych Kościołów i to po obu stronach granicy.

 

Ostatnie uzgodnienia pomiędzy Janem Pawłem II a Michaiłem Gorbaczowem otwierają drogę do rozwoju Kościoła unickiego. Dotyczą terenów Związku Ra­dzieckiego, lecz jeśli Kościół ów tam się odrodzi, odbije się to głębokim echem w Polsce. Będzie to trudny wstrząs - przecież i u nas świątynie unitów często nie są przez nich użytkowane. Osobiście jestem optymistą i nie czuję się w tym poglą­dzie odosobniony.

 

Warto zdać sobie sprawę, że w Polsce po niesławnym „synodzie" lwowskim z 1946 r. Kościół greckokatolicki pozostawał nadal w obrębie Kościoła katolickie­go, zaś polski Kościół prawosławny nie dokonał wtedy żadnej aneksji, ani „duszy­czek", ani świątyń.. Oddziaływała jedynie ogólna polityczna atmosfera stalinizmu, która wobec Ukraińców zmaterializowała się w deportacyjnej akcji „Wisła". Ak­cja ta tragicznie zniszczyła ich życie narodowe, wyznaniowe, a często też rodzinne i osobiste. Zniszczone zostały ich ojczyste wsie, narodowa kultura materialna, a świątynie i cmentarze niszczeją często do dzisiaj.

 

Deportacje w ramach akcji „W" objęły również ludność prawosławną: sięgały przecież aż za Białą Podlaską. Zarówno unita, jak prawosławny szedł wtedy do wagonu. My prawosławni, mogliśmy jednak od razu wybudować na nowym miej­scu życie parafialne, a nasi bracia unici tego czynić nie mogli.

 

Warto podkreślić, że parafie prawosławne powstałe w środowisku poprzednio unickim - i to zarówno na terenie przesiedlenia, jak i w rodzinnych wsiach karpac­kich (po 1956 r., gdy możliwe były już powroty) - są owocem wspólnoty losów przesiedleńczych. Stały się też świadectwem nieusuwalnego poczucia wspólnoty tradycji kościelnej, w obliczu zagrożenia utratą tożsamości.

 

Czy jednak my, prawosławni, nie wytworzyliśmy na tym tle wielu niepotrzeb­nych konfliktów?

 

Czy byliśmy dość bezinteresowni w stosunku do unitów-jakże często naszych współziomków, a nawet krewnych?! Czy więc, będąc w nieporównywalnie korzystniejszej od nich sytuacji, pomogliśmy im dostatecznie w przetrwaniu cięż­kich czasów?

 

Z tym właśnie wiąże się problem „udziału winy" każdego z nas, każdej ze stron tragicznego dramatu ukraińskiego, w ostatnim jego akcie, którego nadal jeszcze jesteśmy uczestnikami.

 

Nasz prawosławny „udział winy" w dramacie ukraińskim w Polsce widzę w tym, że negując teologiczną ideę unii kościelnej - zanegowaliśmy w końcu sa­mych unitów. A teraz bliżej współżyjemy np. z ewangelikami, niż z najbliższymi nam przecież, katolikami wschodniego obrządku. Jedynie im nie składamy odwie­dzin, wykluczamy ich z kongresów itp.

 

Winni jesteśmy też drugiego paradoksu: nasza antyunicka postawa spowodo­wała zepchnięcie w cień narodowościowego pierwiastka ukraińskiego w Kościele prawosławnym w Polsce, na który składają się w dużej mierze wierni tej właśnie narodowości. Na miejsce wspólnego dla nas i unitów języka pięknego obrządku ukraińskiego, przenika liturgiczny obrządek, pochodzący z Petersburga. Z lęku przed „łacinizacją" prowadziliśmy de facto „rusyfikację". Mimo że sprawa ukra­ińska miała w naszym Kościele ofiarnych najwyżej postawionych orędowników, nie okazał się on dla Ukraińców zbyt przytulnym domem.

 

Za to, że daliśmy się ponieść, a może i sprowokować do wrogości i podkopali­śmy uczucie jedności we wspólnym skarbie: chrześcijańskim Wschodzie histo­rycznej Rzeczypospolitej, że nie dochowaliśmy jedności w smutnych losach ostat­nich lat - bracia unici - wybaczcie!

 

MICHAŁ KLINGER

Źródło:  „Gazeta Wyborcza" z dn. 17 stycznia 1990 r., nr 13, s. 6.

 

 

 




Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1410


  • Łytijni stychyry Uspeniju

  • Usnuła Maty Boża usnuła

  • Kyrie elejson

  • Nyni otpuszczajeszy


Co najbardziej irytuje Cię w UKGK?